sobota, 5 września 2015, 17:11


Humanistka z końcówki rocznika ’85; filolog z umiłowania, wykształcenia i zawodu. Nałogowo czytam, nałogowo kupuję książki i nałogowo piję hektolitry herbaty. Podstawowe pasje: historia literatury (zwłaszcza epoki dawne, wiek XIX i początek XX), teoria literatury, języki obce (klasyczne, nowożytne) oraz pisanie. Poza tym interesuje mnie filozofia, zagadnienia z zakresu gender studies, psychologia i internetowa twórczość prozatorska. Lubię dość różnorodną muzykę, stare filmy, opery, kryminały i część książek z dzieciństwa, jazdę na rowerze, podróże pociągiem, blogi z analizami, buszowanie po antykwariatach i książkowych wyprzedażach, kolor fioletowy, srebrne kolczyki, długie zdania oraz buty na bardzo wysokim obcasie. O ile mogę, chętnie przesiaduję nad książką lub tekstem po nocy, zresztą w ogóle tryb „spać do południa, pracować do czwartej nad ranem” bardzo mi odpowiada.
Jestem dość zaawansowaną pracoholiczką i bibliopatką w ostatnim stadium; staram się ciągle doskonalić swój sposób gospodarowania czasem oraz skończyć wreszcie katalog posiadanych książek — już bliżej niż dalej, ale nadal mam kilkaset pozycji do opisania. Mniej więcej od połowy 2009 roku pracuję nad Musivum.
Musivum to splecenie moich trzech miłości: książek, uniwersytetu i miasta. Z dawnego pomysłu, który parę osób pewnie jeszcze pamięta, zostało niewiele, tylko trochę najbardziej sensownych elementów; do nich doszedł późniejszy zamiar napisania czegoś o Szczecinie; w efekcie zaś powstała ta szczecińska mozaika humanistyczna. Projekt jest zakrojony bardzo szeroko i mam tylko nadzieję, że starczy mi sił, czasu i wytrwałości w jego realizowaniu, bo chęci i pomysły są (tych drugich niekiedy aż za wiele w porównaniu z pierwszymi).
Wybrane teksty zaczęłam od niedawna udostępniać również na portalu The Cold Desire, oczywiście w niecnym celu zwabienia tamtejszego czytelnika tu, na Musivum.

Niektórzy bohaterowie uparli się, by dorzucić jeszcze parę słów od siebie, ale ponieważ nie piali peanów na moją cześć, oddzielam te wypowiedzi pięknym headerem autorstwa Stocado Graphic, może nikt ich nie zauważy.



Olga: Leczy na mnie swoje kompleksy, szczególnie te stare i już nieaktualne. Nie jest wysoka, nie jest blondynką, nie ma zielonych oczu i nie jest filologiem klasycznym. Ale lubię ją, bo po brzegi zapycha książkami moje mieszkanie, zupełnie jak własne. Też uważa łacinę za najpiękniejszy język na świecie i z tym językiem sporo pracuje. Mamy podobne podejście do studentów. No i obie ganiamy po mieście na horrendalnie wysokich szpilkach.

Olek: Pracoholiczka. Przypomina mi tym parę bliskich osób, szczególnie Olę. Trudno mi zrozumieć, jak można przedkładać pracę, nawet najwspanialszą, nad bliską osobę — to się powinno harmonijnie łączyć. No jasne, czasem jedno wymaga więcej uwagi, czasem drugie, ale takie programowe: pierwsze miejsce — praca, związki — drugie miejsce, i to w najlepszym wypadku drugie, jest dla mnie potwornie... nieczułe.
Żeby jednak być sprawiedliwym: uwielbia Arystofanesa jak ja i tylko trochę mniej niż ja kocha grekę klasyczną, nawet jeśli zna ten język w stopniu podstawowym, więc da się z nią żyć.

Krystyna: Zdarzyło jej się napisać tuzin wierszy erotycznych. Myślę, że były całkiem znośne, no a skoro były przeznaczone wyłącznie dla tej drugiej osoby, to nie będę się publicznie czepiać warsztatu. Grunt, że nie pisała żadnych bzdur o motylkach, kwiatuszkach, słowiczkach i słoneczkach. A odwrócona strofa saficka to całkiem ciekawy pomysł, muszę go zapamiętać...

Andrzej: Do rozmowy z nią zniżam się głównie dlatego, że łączy nas ten sam kierunek studiów — ale, czego na pewno oboje jesteśmy świadomi, mój doktorat i tak był lepszy. Poza tym ma jakieś tam pojęcie o teorii literatury, ceni gender studies i potrafi klecić zdania w miarę sensownie. Czasem miewa niezłe poczucie humoru, ale niestety lubuje się w towarzystwie ludzi, których ja z trudem potrafię uznać za ludzi. Poza tym rozpuszcza studentów.

Hanka: Gdybym ją spotkała na początku moich studiów, pewnie bym się skrzywiła, bo wtedy miałam mocno podejrzliwy stosunek do biseksualizmu — wydawało mi się to takie ni w tę, ni we w tę. Teraz, na szczęście, uwolniłam się od tej tendencji dyskryminowania w grupach dyskryminowanych, więc nie ma problemu. Wprawdzie na malarstwie zna się bardzo średnio, ale jakoś tam próbuje się dokształcić. Ulokowała mnie w jednym z miejsc, w których sama mieszkała, co uważam za bardzo ładne z jej strony, bo mam wspaniałą ścieżkę rowerową, po której mogę dojechać do jeziora, a ileż tam jest niesamowitych kolorystycznych kombinacji o każdej porze roku! Świetnie się można odprężyć i pomyśleć nad jakimś obrazem.
Co prawda ona sama fizycznie nie jest w moim typie, ale tak sobie myślę, że mogłaby być niezłym modelem do kolażu. Albo do karykatury. To drugie przychodzi mi do głowy, gdy widzę, jak zasuwa od autobusu do tramwaju z wypchaną książkami torbą wielkości małego słonia.

Wiktor: Jest wysoce nietaktowna, niedelikatna i niedyskretna. Tak, chodzi mi o to zaglądanie pod cudze kołdry, ładowanie się buciorami w cudze orientacje oraz wyciąganie na wierzch cudzych wspomnień, odczuć i hamulców. Chyba jedyne, co da się dobrego o niej powiedzieć, to to, że rozumie miłość do języków obcych i tłumaczenia literatury pięknej. No i uwielbia Trifonowa, to też jakiś plus.

Monika: Dzięki bogu rozumie, że dobry związek nie polega na tym, by wszystko rzucić dla faceta i pougniatać swoje „ja”, tak by pasowało do pudełeczka z napisem „prawdziwa kobieta”, które serwuje nam kultura. A z drugiej strony potrafi zrozumieć, że można realizować swoje bycie kobietą na różne sposoby i każda ma prawo do własnej wizji szczęścia. Z trzeciej strony, nasza wizja jest akurat bardzo zbieżna, przynajmniej w ogólnych zarysach, więc ja się zajmuję jak szalona resocjalizacją, propagowaniem czytania, warsztatami poświęconymi emocjom i swoim chłopakiem, a ona pisaniem, czytaniem, pisaniem, językami, pisaniem... i ponoć czasem idzie na jakąś randkę, ale trochę ciężko mi w to uwierzyć.

Michał: Łączą nas pewne istotne sprawy. Nie lubimy używać słowa „pisarz” w stosunku do siebie, nie znosimy jedynych słusznych interpretacji, wizji świata i sposobów pisania oraz uciekamy z wrzaskiem od znajomości lub związków, które grożą naruszeniem naszej przestrzeni. O właśnie, oboje mamy potwornie wielką potrzebę własnej przestrzeni. Poza tym jesteśmy humanistami, feministami, ateistami, namiętnymi czytelnikami — i szczerze kochamy nasze miasto. Przy soku grejpfrutowym moglibyśmy przegadać wiele godzin. Uwielbiamy Vonneguta i Muminki. Szkoda tylko, że ona nie lubi fantastyki.

Agata: Jej kierunek pisarski jest bliski mojemu, jej podejście do facetów też, poza tym obie nieco dziennikarzymy. Ona chyba zaczyna rozumieć, dlaczego praca wolnego strzelca na różne kawałki różnych etatów jest tak szalenie podniecająca. Zdecydowanie powinna się wyłamać ze swojego jednotorowego myślenia „uniwersytet albo śmierć”. I powinna dać żyć palaczom, my też się domagamy równouprawnienia!

Sebastian: Czasami przypomina mi Michała. Szczególnie gdy stoi w kuchni i jak ta sierota zastanawia się, po czym poznać, że zupa się ugotowała. Też by jej się przydał prywatny kucharz, ale, przepraszam, mnie wystarczy orka wokół jednej kucharskiej ciamajdy z wydziału filologicznego.
No, gdyby miała chodzić na moje zajęcia z paleografii łacińskiej, przyjąłbym z chęcią. Przynajmniej jedna osoba byłaby zainteresowana odczytywaniem skrótów i tłumaczeniem średniowiecznych dokumentów. Z tego, co wiem, w swoim czasie całkiem zgrabnie sobie z tym radziła.
Nie mówiąc już o tym, że najbardziej niewyraźny skrót ze średniowiecznego rękopisu i tak się nie umywa do jej bazgrołów...

Brygida: Nie lubię w niej tego zamknięcia na seriale, przynajmniej na większość. Dogadujemy się jakoś tylko odnośnie „The L Word” i „Lip service”, ale naprawdę, marudzenie, że w serialach o lesbijkach i ich przygodach jest za mało czytania, kupowania książek i chodzenia do bibliotek, to już paranoja. Miło chociaż, że pamięta o tym, jak współczesna kinematografia czerpie z mitologii, niektórzy w ogóle udają, że tego nie widzą. No i, to muszę przyznać, raczej potrafi czytać genderowo.

Julek: Należy do tych upierdliwych jak cholera niepalących, którzy na samą sugestię „zapaliłbym sobie” podnoszą wrzask i wywalają człowieka za drzwi. Ja pierdzielę, naprawdę od jednego papierosa tak by jej korona z głowy spadła? Sama klnie, a na moje przeklinanie marudzi. No i co kur... de z tego, że ja klnę częściej? Podpadła mi w związku z moim wzrostem. Założę się, że specjalnie nosi takie szpile, żeby być ode mnie wyższą. I w związku z moją pracą. Panienka zapomniała, jak wkurwiająca bywa robota belfra? I w związku z moim drugim imieniem. W kalendarzu skończyły się normalne imiona? I w związku z moimi związkami. Można by się wreszcie odpierdzielić od tego, że mi za każdym razem z kimś nie wychodzi, prawda? W sumie to mi cholera podpada co chwila, tylko podczas pisania moich powieści czy opowiadań się godzimy. Na szczęście w stosunku do mnie jako pisarza stać ją na jakieś minimum poszanowania.
I niby z której to, cholera jasna, strony ja jestem marudny, co?

Agnieszka: Jestem wstrętnym feministycznym betonem. Ona też jest wstrętnym feministycznym betonem. Trudno, żeby jeden beton nie polubił drugiego!
Ale, tak na poważnie, za leniwa z niej feministka. Popieranie całym serce Manif, wystąpień publicznych, akcji podpisywania petycji i tak dalej to bardzo piękne, ale wypadałoby jednak ruszyć tyłek i samej też wziąć w czymś czynny udział. Nie rozumiem ludzi, którzy wolą obserwować życie, niż czynnie w nim uczestniczyć.

Poldek: Oboje uwielbiamy sceptyków, a uwielbianie sceptyków łączy. Mamy podobnie pozytywne doświadczenia belferskie. Mieszkam w miejscu, które stanowi integralną część jej dzieciństwa. Z reguły, jak ona, wolę pozostać obserwatorem — bliska jest nam „filozofia pana Satterthwaite’a” z Agathy Christie. Mamy za sobą próbki poetyckie, choć moje to większe grafomaństwo.
I tylko dwóch rzeczy nie potrafię zrozumieć: jej niewzruszonego wstrętu do piwa oraz jej upodobania do niektórych długaśnych, staroświeckich i diabelnie nieporęcznych imion...

Maria: Po francusku mówi na razie słabo, zupełnie jak ja na początku liceum, gdy zaczynałam naukę, a francuskie „r” wymawia tak, że jak to słyszę, dostaję ataku śmiechu. Ale liczy się miłość do francuskiego i zacięcie do nauki, więc nie będę marudzić. Poza tym wierzy, jak ja, w wielką czwórcę francuskich pisarzy: Balzac — Zola — Maupassant — Proust, no i „Proboszcza z Tours” Balzaca czytała co najmniej tyle razy, co ja, czyli ze dwadzieścia, więc naprawdę da się pogadać.
Poza tym mamy podobny typ urody i wymiary, co mnie cieszy, bo ona ma kilka fajnych ciuchów...

Marta: Wprawdzie po rosyjsku umie powiedzieć trzy słowa, w tym jedno błędnie, a drugiego często zapomina, ale lubi ten język, więc nie jest tak źle. Trochę za mocno skupia się na gejach kosztem lesbijek, ale liczę, że wkrótce to wyrówna. Niekiedy ma napady okropnego lenia; też tak miewam i doskonale rozumiem, dlaczego człowiek potrafi sobie wyszukiwać wtedy sto zajęć zastępczych, zamiast usiąść na tyłku i zrobić to, co zrobić musi. Tyle że mnie brakuje tego jej zawzięcia, by w końcu jednak siąść i robić swoje przez pół dnia lub pół nocy, aż się zrobi.
No i ogromnie lubię niewysokie i ciemnowłose... Marysiu, kochanie, oczywiście, że mówiłam o tobie!

María Meg Tovip: You should check the name of her private LiveJournal and compare it with my name. Can you see it now? It’s so simple, isn’t it? I would even say it’s a little childish but on the other hand the anagram is a quite interesting word-play, so why not?
Anyway, I’m proud of my — excuse me, of our — book, “Towards the pages”, and that’s the point. And she has chosen a really great translator, as far as I know.

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Ostrzeżenia / zachęcenia

Teksty zawierają treści przeznaczone dla dorosłych, związane z seksualnością, rozgrzebywaniem psychiki postaci oraz obsesyjną bibliopatią.
Tematyka: psychologia; humanistyka od strony naukowej, uczelnianej i codziennej; płeć i seksualność; LGBT; relacje homoseksualne, biseksualne i heteroseksualne; gender, queer i feminizm; Szczecin; eksperymenty z formą; historia i teoria literatury; bibliopatia i księgozbiory; pisanie; książki istniejące i nieistniejące.

Inspiracje

Z postmodernistycznego punktu widzenia celem nie jest już integracja, synteza i całość. Uwaga skoncentrowana jest na drobinach.
Franklin R. Ankersmit, Historiografia i postmodernizm

Przyjemność to dostęp do wszystkich historii, wyznaczenie sobie – narratorce – takich warunków, które nie czekają na zatwierdzenie. Przyjemność pisania nie ma strażników i nie jest stanem raz na zawsze zdefiniowanym.
Inga Iwasiów, Gender dla średnio zaawansowanych

Pisanie o płci i seksualności to także bogaty projekt poznawczy.
Mieczysław Dąbrowski, Komparatystyka dyskursu. Dyskurs komparatystyki

Myślę, że fragment to forma najlepiej oddająca ową rzeczywistość w ruchu, jaką przeżywamy i jaką sami stanowimy. Bardziej niż zarodek fragment to zabłąkana cząstka określająca się tylko wobec innych części: jest niczym, jeśli nie pozostaje z nimi w pewnej relacji.
Octavio Paz (Ryszard Kapuściński, Lapidaria IV–VI

Relacje z życia nie są uporządkowaną opowieścią od narodzin do śmierci. To raczej przypadkowo zebrane fragmenty.
William S. Burroughs (Ryszard Kapuściński, Lapidaria IV–VI)

Porządek, w jakim wiersz został wydrukowany, nie zawsze odpowiada temu, w jakim był pisany; nie ma to jednak znaczenia, bo każda formuła jest jedną z wielu ewentualnych kombinacji tych układów [...] każda jednostka musi być zdolna do odpowiedniego przyjęcia poprzedniej (którą może być, oczywiście, którakolwiek z pozostałych) oraz do przekazania pałeczki następnej (patrz wyżej).
Julio Cortázar, Poezja kombinatoryczna

Moment istotny polega przecież na formie.
Immanuel Kant, Krytyka władzy sądzenia

Prawa autorskie

Wszystkie zamieszczone na „Musivum” teksty są oryginalną twórczością autorki i jako takie objęte są prawami autorskimi.
Nagłówek Zdjęcia.biz. Obsługiwane przez usługę Blogger.
Blogger template made by manvspixel with Paix Graphic logo